Przez większość czasu robimy rzeczy prozaiczne

Praca, dom, zakupy. Zwykłe, codzienne życie. Jednocześnie więcej godzin spędzamy online, częściej zaglądamy na Facebooka. A tam inny, lepszy, świat! Okazuje się, że niemal każdy prowadzi ciekawe życie. Zupełnie inne niż nasze. Teraz jeszcze bardziej skłonni jesteśmy porównywać się z pozostałymi. Często mamy poczucie, że wszyscy z izolacją poradzili sobie lepiej niż my. Oglądamy zdjęcia, czytamy opisy i coś zaczyna zgrzytać. Pojawia się frustracja.

Ciągle w napięciu

Od mediów społecznościowych trudno się uwolnić. To zjawisko nazwano FOMO, co w tłumaczeniu z angielskiego oznacza tyle co strach przed utratą (fear of missing out). Chodzi o to, że bez przejrzenia kilka razy mediów społecznościowych czujemy dziwny niepokój. Mamy wrażenie, że umyka nam coś ważnego. W czasie izolacji, gdy większość aktywności przeniosła się do sieci, ten nawyk stał się jeszcze silniejszy. Po prostu musimy natychmiast sięgnąć po smartfona i zobaczyć, co się dzieje u znajomych. Okazuje się jednak, że kompulsywne korzystanie z mediów społecznościowych wcale nie poprawia nam nastroju. Tam niemal każdy pokazuje tzw. lepszą wersję siebie i swojego życia. A to wywołuje niepokój. Składa się na niego kilka rzeczy. To połączenie wykluczenia (nie ma cię tam, gdzie jest naprawdę fajnie), złości na siebie (bo nie umiesz zorganizować sobie życia tak atrakcyjnie jak inni) i zazdrości (chcesz trenować z zapałem jak koleżanka, a nie kolejny dzień tkwić w domu pod kocem). Wszystkie te uczucia mają jedno źródło: niechęć do straty. Jeśli obserwujemy u siebie takie zachowania, to znaczy, że osiągnęliśmy stan FOMO. Nie potrafimy już żyć bez codziennej dawki informacji, które nie dość, że nie są nam do niczego potrzebne, to jeszcze nas frustrują. Zaczynamy czuć się coraz gorzej. Problem jest poważny, bo FOMO pociąga za sobą emocjonalne konsekwencje, ze spadającym poczuciem własnej wartości na czele. To jeszcze groźniejsze w czasie społecznej izolacji, gdy nasze samopoczucie i bez tego bywa kiepskie.

Strach przed wykluczeniem

Badania przeprowadzone na Uniwersytecie w Glasgow pokazały, jak potężną moc ma FOMO. Nastolatki, które nie mogą żyć bez mediów społecznościowych, są pod nieustanną presją. Czują, że powinny być online 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Na każdy post czy komentarz muszą od razu odpowiedzieć. Inaczej wpadają w panikę. W efekcie obniża się ich samoocena, mają kłopoty z zasypianiem i wahania nastroju. Dzieje się tak dlatego, że kiedy doświadczamy FOMO, mózg rejestruje sygnał stresu podobny do tego, jaki pojawia się pod wpływem wykluczenia z życia społecznego. Według niedawnej ankiety przeprowadzonej na LinkedInie 70% pracowników przyznaje, że kiedy bierze urlop, nie odłącza się od pracy. Nasze cyfrowe nawyki, które obejmują ciągłe sprawdzanie wiadomości, e-maili i osi czasu w mediach społecznościowych, stały się tak silne, że nawet gdyby epidemia się nie wydarzyła, i tak nie umielibyśmy cieszyć się z chwil spędzanych z ludźmi w realnym świecie. Pojawia się pytanie: czy FOMO da się pokonać? Psychologowie twierdzą, że tak. Ale konieczna jest całkowita zmiana perspektywy. I dlatego pojawiło się JOMO.

Zobacz tez:

Uzależnienie od telefonu - o tym nie wiedzieliśmy wcześniej! ->>

Powrót do rzeczywistości

JOMO to odpowiedź na FOMO. W tym skrócie miejsce strachu (fear) zajęła radość (joy). Radość z przegapienia. Brzmi co prawda jak oksymoron, ale ma ogromną moc. Okazuje się bowiem, że można cieszyć się z tego, co nas omija. Czerpać radość z niebrania w czymś udziału. Pozwolić sobie na bycie offline bez poczucia straty. Odzyskać spokój i wewnętrzną równowagę. Psycholożka i pisarka Kristen Fuller nazywa JOMO „emocjonalnie inteligentnym antidotum na FOMO”. W najprostszej postaci to bycie tu i teraz, czerpanie radości z miejsca w życiu, w jakim obecnie się znajdujemy. To trochę odzyskanie utraconej w dobie social mediów wolności wyboru i życia po swojemu. By wreszcie przejść na jasną stronę mocy, trzeba wykonać kilka kroków.

Ucieczka z sieci

Odruchowo logujemy się na social media najczęściej dlatego, że boimy się nudy, bycia w pojedynkę, swoich emocji. Zamknięci w domach doświadczyliśmy tego jeszcze silniej. Media społecznościowe to iluzja prawdziwego życia. Scrollując oś czasu, mamy poczucie, że coś się dzieje, komentując posty, oszukujemy się, że uczestniczymy w czyimś życiu. Publikując post na grupie tematycznej, odrabiamy lekcje z poczucia społecznego zaangażowania. A tak naprawdę po prostu się oszukujemy. A gdyby tak, zamiast setny raz lajkować zdjęcie znajomego, zadzwonić do niego i zapytać, co słychać? To może być początek naprawdę wartościowych relacji z ludźmi, tych prawdziwych, nie na ekranie smartfona.

Zobacz również:

Ustal nowe limity

Jeśli do tej pory nie udało się ani na chwilę rozstać ze smartfonem, może być ciężko o radykalną zmianę. Może na początek ustal sobie, że poświęcasz np. godzinę wieczorem na surfowanie po mediach społecznościowych, ale potem się odłączasz. Stopniowo wydłużaj czas przerwy, np. zrób sobie dwa, a potem nawet trzy wieczory w tygodniu, kiedy obowiązuje cię zupełny cyfrowy detoks.

Lista zamienników

Jeśli perspektywa odłączenia od sieci budzi w tobie lęk przed „nicnierobieniem”, spisz listę rzeczy, które kiedyś sprawiały ci przyjemność albo które dopiero były w planach, ale cyfrowa rzeczywistość pożarła większość czasu. Nawet w czasie epidemii na pewno znajdziesz ich mnóstwo! To może być przeglądanie starych fotografii, zasadzenie i pielęgnowanie ziół. Mając plan na miły wieczór, poczujesz, że działasz w zgodzie ze sobą, panujesz nad sytuacją, a to pomoże oprzeć się pokusie ucieczki w cyberświat.

Porządki w kontaktach

Gdy po przerwie wrócisz do sieci, najlepiej zacznij od porządków wśród znajomych. Zapewne połowy fejsbukowych „przyjaciół” nigdy nie udało się spotkać osobiście! Zastanów się, które relacje są naprawdę wartościowe. Gdy twoje grono znajomych nieco się zawęzi, nie będzie trzeba przebijać się przez gąszcz statusów i postów przypadkowych ludzi. Postaw nie na ilość, ale na jakość. To się opłaca!